Zachecona wczorajsza piekna pogoda i wtorkowym spacerem bez kurtki odpowiedzialam na spontaniczny odzew kolezanki i wybralam sie z Dzieckiem po Parku Oliwskiwgo. Na szczescie tknieta przeczuciem ubralam nas grubo, bo procz slonca dzisiejsza aura absolutnie w niczym nie przypominala tej z kilku ostatnich dni. A szkoda...
Nie mniej spacer byl(Lusia wykorzystala okazje i sprzet Tadka i postanowila rozkopac kretowisko), mile towarzystwo rowniez, a i zimny wiatr wprawil ze dla rozrywki Matki ruszyly w poszukiwaniu jakiegos cieplego miejsca.
I tak trafilismy do biblioteki na Opolskiej w ktorej miala miejsce wystawa zdjec chust polskich. W koncu bycie chustomama zobowiazuje ;)
A przy okazji odnalazlysmy rewelacyjne miejsce przykazne dzieciom-masa zabawek, piekne ksiazki w ilosci imponujacej i kanapa dla mam aby i one mogly nacieszyc sie literatura. Strasznie zaluje ze to tak daleko ale mam przeczucie ze mimo to z checia nie jeden raz tam zajrze....
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chustowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chustowanie. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 7 marca 2013
Wiosenny falstart
wtorek, 5 lutego 2013
powiew wiosny
Dzisiejszy dzień miał być typowym wtorkiem. Na 10 Klub Mam Gdańsk Morena, później co najwyżej biblioteka i do domu
Ale okazało się że koleżanka, z którą nie widziałam się szmat czasu ma chwilę, w tamte rejony i tak miałam jechać, wprawdzie jutro, ale jutro na spotkanie czasu by nie było, a dodatkowo powiedziała, że jest w ciąży... No musiałam ;)
Chwilę porozmawiałyśmy, wypiłam pyszną herbatę(, którą próbuję odtworzyć), umówiłyśmy się na walentynki (mężowie pracują) i poszłam załatwiać swoje sprawy. Kupiłam sobie książkę, córce płytę z piosenkami i książeczkę i...
I piękna pogoda zachęciła mnie do spaceru. Dziecko spało w mt, a ja korzystałam z wiosennej aury i małej odległości do Parku Oliwskiego.
W czwartek obchodzimy 4 rocznicę ślubu. Myślę, że jeśli pogoda dopisze wybierzemy się tam razem...
Swoją drogą 4 lata temu była też piękna pogoda. W południe pięknie grzało słońce a temperatura rozpieszczała nas 11 stopniami powyżej zera :)
środa, 23 maja 2012
jak na wakacje to tylko.... POCIĄGIEM
A właśnie, że tak. PKP najlepszym przyjacielem Matki i Dziecka. Wiem, że wiele osób narzeka a to na opóźnienia, a to na tragiczne warunki, ale ja jestem albo szczęściarą, albo mam tak małe wymagania ;)
Do Rodziców do Torunia jechałam z Lutką pociągiem. I nie jakimś wypasionym Intercity czy TLK, ale najzwyklejszymi osobówkami Przewozów Regionalnych. Czemu tak? Ano temu, że w osobowym jest miejsce na przespacerowanie się i nadal ma się swój bagaż na oku i nie czarujmy, ale w grę wchodzi też atrakcyjna cena i czas przejazdu, a tu wszystko przemawia za pociągiem osobowym, który o dziwo jedzie tyle samo lub niewiele dłużej co pociąg pospieszny. A cena? Bez zniżek TLK to koszt 46 zł. Osobowy to 30 zł lub 28 zł (w zależności czy jedzie się przez Bydgoszcz czy przez Malbork), a po przyznaniu jakichś tajemniczych zniżek zapłaciłam przez Malbork niespełna 20 zł, a przez Bydgoszcz 22 zł. Przesiadka może wydać się męcząca, ale kto choć raz jechał przez Bydgoszcz wie, że mniej czasu zajmie zmienienie pociągu niż lokomotywy ;) No i osobowy zawiezie mnie na drugą stronę mostu oszczędzając mi wątpliwą przyjemność stania w kilometrowym korku, który ani myśli ruszyć się choćby o kilka metrów w rozgrzanym i wypełnionym po brzegi autobusie linii 22 ;) Dzięki temu spacerkiem do rodziców miałam raptem 10 minut drogi do dworca Wschodniego.
Kiedy nie ma się samochodu i dziecko nie jest zwyczaje do podróży w foteliku, kiedy dziecko jest już jak perpetum mobile i koniecznie musi się pokręcić, poskakać, pochodzić, czworakować ect. i w żadnym wypadku nie chce zasnąć w ciągu dnia nie mówiąc już o zezwoleniu na zniewolenie na czas dłuższy niż 30 minut, pociąg jest wspaniałym wyjściem.
Nasza podróż przebiegła bez większych sensacji. Nie licząc tego, że kiedy weszłyśmy do pociągu Młoda dostała takiej głupawki, że przez 40 minut skakała, a jak padła to na śpiocha musiałam z nią wysiadać z pociągu. Na szczęście zawsze ktoś miły pomógł z bagażem (tu nieoceniona okazała się być moja torba na kółkach), bo dziecko rzecz jasna w chuście zawsze było przy mnie.
Oczywiście zdjęć narobiłam dopiero w drodze powrotnej, bo jakoś wcześniej się nie złożyło, ale za to ilością nadrobiłam.
I kiedy tak siedziałam przyklejona do szyby i napawałam się widokami stwierdziłam, że Polska to jednak piękny kraj ;)
Ps. Jak się dobrze przypatrzycie na ostatnich zdjęciach dostrzeżecie farmę wiatraków. Chyba największa jaką widziałam a znajdowała się w okolicach Pelplina.
piątek, 4 maja 2012
chusty- mój nałóg
Wpis powinnam zacząć tak:
Mam na imię Ania.
Jestem nałogową chustoholiczką.
Mam 4 chusty i obawiam się, że to nie koniec ;)
Kiedy zamotałam się pierwszy raz wiedziałam, że wpadłam. No wpadłam jak śliwka w kompot ;)
Pierwsza była Nati wyhaczona za 100 zł na allegro od wielo mamy, która wózka nie używała. Super sprawa, chusta złamana, świetnie pracująca. Kolor jakże wiosenny, bo zielono-żółty zwany toskanią.
Druga to bambusik wygrani w Lenny Lamb o kolorze równie wiosennym choć może trochę rasta... Producent nazwał ją wiosną i tak przechasałyśmy w niej lato i jesień choć Nati dalej była w użyciu.
Trzecia to również wygrana w LL tym razem z domieszką wełny. Gdyby nie pomoc wielu osób to na pewno by się nie udało. Byłam święcie przekonana, że coś dla nas, bo wełna nośniejsza, a Lusia przecież swoje waży. Niestety strasznie kująca okazała się ta sztuka w kolorze klonu. W tym czasie bambus ruszył do Malinki, a my nosiłyśmy się na zmianę choć z przewagą jednak Nati i tak LL jest totalnie niezłamana ;) Ale muszę nad nią popracować i mam nawet chytry plan- zrobię u rodziców w mieszkaniu huśtawkę i się na niej będę bujać ;)
I byłam święcie przekonana, że to już koniec, bo w końcu człowiek nie będzie wystawiał zdjęć w konkursach kiedy to inni też chcą wygrać, ja już mam na zmianę swoje... Kiedy na spotkaniu Klubu Kangura Dominika pożyczyła mi swoje chusto MT. I koniec. Wiem, że MT będzie moim kolejnym nabytkiem- samoróbką kiedy to już wreszcie uda mi się za to zabrać, bo z maszyną obyta nie jestem, a to miałby być mój pierwszy twór...
Ale kilka dni temu na facebooku zobaczyłam ogłoszenie o sprzedaży ponad 5 metrowej Rapalki w kolorze lawendy z białymi mazami... Za całe 80 zł już z przesyłką! I tak dziś stałam się szczęśliwą posiadaczką chusty 4 :p
I obiecuję, że to na razie koniec :p
piątek, 3 lutego 2012
decyzja podjęta idzie do nas wełna
Dzięki wszystkim klikającym i uprzejmości LL chusta tkana została wymieniona na rabaty i tym sposobem razem z rabatami, które zalegały już jakiś cza za chustę i golf dla dwojga zapłaciliśmy niecałe 45 zł :) a chustę padło na klon wełniany, bo zimno nam już dokucza, a chciałam coś o ciepłych barwach, które te nasze zimne zielenie przełamią ;)
Jeszcze raz bardzo wam dziękuję:) Czekam z niecierpliwością na kuriera :) Już mrozy nam nie będą straszne :)
PS. po prawej stronie znajdziecie linki do zdjęć moich znajomych dzieciaczków, które w tym miesiącu walczą o prezenty od LL :) Zechcecie pomóc?
| |||||
| źródło: http://sklep.odiland.com/ |
PS. po prawej stronie znajdziecie linki do zdjęć moich znajomych dzieciaczków, które w tym miesiącu walczą o prezenty od LL :) Zechcecie pomóc?
środa, 1 lutego 2012
jest chusta! dziękuję!
Wygraliśmy! Ostatecznie liczba 1416 głosów i przewagą 6 nad rywalami zdobyliśmy chustę. Bardzo,bardzo,bardzo wam dziękuję :) za klikanie i zaangażowanie :)
Teraz przyjdzie mi wybrać odpowiedni model i kolor i... Osiołkowie w żłobie dano... Ciężko będzie się zdecydować na jedną konkretną :) chyba poproszę Was o pomoc kiedy będę miała swoje typy :)
Jeszcze raz bardzo dziękuję :)
Teraz przyjdzie mi wybrać odpowiedni model i kolor i... Osiołkowie w żłobie dano... Ciężko będzie się zdecydować na jedną konkretną :) chyba poproszę Was o pomoc kiedy będę miała swoje typy :)
Jeszcze raz bardzo dziękuję :)
środa, 7 grudnia 2011
chustomama na zakupach
Zastanawiacie się jak sobie radzę nosząc dziecko i ciężkie siaty z zakupami? Ano jakoś. Mąż całymi dniami w pracy a jeść coś trzeba. Już dawno wiedziałam jak ten problem rozwiązać, bo dziecko co raz cięższe, a zakupów wcale mniej nie jest. I mam! dostałam. Piękną, grochową torbę na kółkach :D Pojemność to 40 l, a udźwig do 20 kg! :D Którz by się jej oparł? No ja nie mogłam.
Trochę się spóźniłam, bo kiedyś w Ikea były torby kolorowe choćby żółte i różowe, ale ta też jest fajna :)
Koniec bolących pleców, koniec wybierania co trzeba kupić, boi donieść już nie ma się siły.
I co najważniejsze, moja mama już nie będzie mówić, że z wózkiem byłoby lżej ;)
środa, 30 listopada 2011
idzie zima- osłonka w akcji
I jest co raz zimniej, a mój chuścioch już nie marznie. A to za sprawą mojej osłonki. Wiem, że są cuda w internecie i pewnie o niebo lepsze, ale moja tez jest dobra i jestem, z niej dumna, bo zrobiłam ja sama :)
Tak wygląda przed założeniem- jest ciut dłuższa, a spód wsuwam pod pupę Młodej.
A tak wygląda po założeniu.
Na nogach Dziecię ma getry/ocieplacze, które powstały z pozostałego materiału.
środa, 16 listopada 2011
idzie zima
Mam wyrażenie, że listopad ostatnimi dniami nas rozpieszcza. Pamiętam lata gdy na Wszystkich Świętych był już śnieg. Ale już niedługo, niedługo, niedługo.
Na tę okazje szykuje coś cieplejego dla córy co by mi w chuście nie marzla. Ile kosztuje taki wynalazek wiedzą zainteresowani... W moim ulubionym lumpeksie znalazłam wczoraj cieplutką i milutką czerwoną bluzę polarową z logo Coca Cola. Dziś zabrałam się za cięcie i walkę z igłą, bo maszyny nie posiadam. Co z tego będzie? Otulaczek z kapturkiem dla młodej i może getry na odnóża, które powstanią z rękawów. Proszę trzymać kciuki za efekty :)
czwartek, 10 listopada 2011
chrzest święty- bojowy
I Młoda została ochrzczona :) Wyszło tak jak chciałam. Obiad w miłym towarzystwie w knajpce, na deser moje babeczki, które niestety nie zostały uwiecznione, ale przepis i owszem ;) więc przy okazji kolejnej uroczystości zrobię je jeszcze raz, bo smakowały i wtedy zamieszczę przepis.
Po deserze do kościoła na główną uroczystość.
Po deserze do kościoła na główną uroczystość.
Bez małych "urozmaiceń" się nie obyło- było karmienie na schodach kościoła, było przebieranie w samochodzie ojca chrzestnego, było chodzenie, pokazywanie świec, kołysanie. Dzięki chuście wyszliśmy z tego bez szwanku. Towarzyszyła nam nasza Nati mimo, że planowałam jakąś elegancką kółkową. Dobrze, że się nie zdecydowałam, bo by mi ramię odpadło od noszenia 8 kg mojego szczęścia ;)
| fotografował Maciej Bućko |
| fotografował Maciej Bućko |
![]() |
| fotografował Maciej Bućko |
Po mszy Młoda się całkiem uspokoiła. Pasowała jej sytuacja gdzie była w centrum uwagi. Wszyscy na nią patrzyli, wujek robił zdjęcia ;)
![]() |
| fotografował Maciej Bućko |
![]() |
| fotografował Maciej Bućko |
Sam moment polania wodą odbył się spokojnie, a Młoda była niesamowicie zdziwiona (, bo do czego to doszło, żeby kąpali w ubraniu :) )
![]() |
| fotografował Maciej Bućko |
![]() |
| fotografował Maciej Bućko |
![]() |
| fotografował Maciej Bućko |
Po chrzcie Młoda stała się niespokojna (dzień długi, sporo wrażeń, mało snu, więc czemu się dziwić), ale tylko do chwili kiedy rodzina zarządziła "robimy zdjęcie grupowe" ;)
Jak widać Moja córka jest urodzoną modelką :)
![]() |
| fotografował Maciej Bućko |
Zasnęła po drodze do domu po to, żeby całkiem się rozbudzić po nakarmieniu i stwierdzić, że zabawa się dopiero zaczyna ;)
środa, 14 września 2011
wesele, wesele i po weselu
I po weselu. O dziwo mogę powiedzieć, że udane choć bez płaczu się nie obyło. Nasza Pannica uwielbia być w centru uwagi, ot co ;)
Prezent został poskromiony, album udany, kartka wykonana, zapakowany został satysfakcjonująco. Ba. Nawet łabądki z ręczników całkiem nieźle się trzymały.
Krótka refleksja na temat wesela. Wesele z poprawinami to dobra rzecz. Jeszcze lepsza gdy poprawiny zaczynają się od samego rana wspólnym śniadaniem, meczem siatkówki i mszą świętą (wujek Młodej jest księdzem, więc dobrze mieć księdza między sobą :) ).
A z perspektywy chustomamy? W kościele kółkowa spisała się znakomicie. Na weselu i poprawinach w chwilach kryzysu wiązana ratowała sytuację. Podziwiam mamy, które radzą sobie bez ;)
Ale niestety, a może i stety na miniony weekend przypadły chyba już ostatnie dni lata. Trochę żal, ale cicho liczę, że jeszcze mamy szansę na naszą "złotą polską jesień".
A na jesień mam już pewne plany, m.in. zrobienie trochę przetworów. Już nawet ugotowałam buraki i będę je zaprawiać, ale o nich będzie później ;)
Dziś jeszcze będzie leniwie, jutro pewnie też, ale od piątku bierzemy się za "robotę". Czekają weki, no i wielkimi krokami zbliża się chrzest. To już tylko miesiąc, więc w piątek wyprawa po kartki i trzeba zabrać się za zaproszenia :)
Prezent został poskromiony, album udany, kartka wykonana, zapakowany został satysfakcjonująco. Ba. Nawet łabądki z ręczników całkiem nieźle się trzymały.
Krótka refleksja na temat wesela. Wesele z poprawinami to dobra rzecz. Jeszcze lepsza gdy poprawiny zaczynają się od samego rana wspólnym śniadaniem, meczem siatkówki i mszą świętą (wujek Młodej jest księdzem, więc dobrze mieć księdza między sobą :) ).
A z perspektywy chustomamy? W kościele kółkowa spisała się znakomicie. Na weselu i poprawinach w chwilach kryzysu wiązana ratowała sytuację. Podziwiam mamy, które radzą sobie bez ;)
Ale niestety, a może i stety na miniony weekend przypadły chyba już ostatnie dni lata. Trochę żal, ale cicho liczę, że jeszcze mamy szansę na naszą "złotą polską jesień".
A na jesień mam już pewne plany, m.in. zrobienie trochę przetworów. Już nawet ugotowałam buraki i będę je zaprawiać, ale o nich będzie później ;)
Dziś jeszcze będzie leniwie, jutro pewnie też, ale od piątku bierzemy się za "robotę". Czekają weki, no i wielkimi krokami zbliża się chrzest. To już tylko miesiąc, więc w piątek wyprawa po kartki i trzeba zabrać się za zaproszenia :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















