Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 lipca 2013

Wakacyjna zmiana planu

I wiadomo, ze nigdy nie moze byc tak jak zaplanujemy. Nasz wyjazd byl najprawdopodobniej ostatnim wyjazdem w tym sezonie, bo maz nie dostal urlopu. Rozczarowanie ogromne, ale co zrobic?
Za to ja sobie odbijam. Od przyszego tygodnia bede prowadzic zajecia dla dzieciakow z gotowania na Rodzinnych wakacjach w Kowalach. Mam nadzieje, ze dzieciaki beda usatysfakcjonowane.
No i moze uda sie troche pokorzystac z Jarmarku Dominikanskiego? W sumie to juz tydzien do rozpoczecia, a ten rok zapowiada sie nader interesujaco.
Obiecuje, ze z wyjazdu do Torunia beda zdjecia i relacje, tylko potrzebna jest dluzsza chwila, zeby ogarnac odpowiednie kabelki, komputer i telefon ;)
A wam jak wakacje mijaja?

poniedziałek, 8 lipca 2013

Pakowanie po raz pierwszy i nowe doswiadczenie

Pakowanie to chyba najmniej przyjemny etap wyjazdu. Wprawdzie nasz nie bedzie za dlugi, bo czym jest 5 dni, ale jak bierze sie pod uwage brudzace sie dziecko, zmienna pogode i opcje wyjascia na basen to z malej torby robi sie wielka torba, ktora gdyby nie kolka byla by zmora. Az boje sie pomyslec co bedzie jesli nasz planowany 17 dniowy urlop dojdzie do skutku. Bo torba bedzie ta sama mimo, ze do pakowania zamiast obecnej dwojki dojdzie jeszcze Maz.
Ale mysle, ze zasluguje na ten odpoczynek nawet jesli ma byc to wyjazd do rodzicow. Zmiana miejsca i klimatu czasem jest potrzebna tym bardziej, ze takie odwiedziny przez rok szkolny zaniedbalam- weekendy szkola, w tygodniu basen i na 2-3 dni po prostu nie warto sie ruszac. Teraz mimo, ze wakacje okazaly sie byc dla mnie sezonem-zaczelam prace z narzeczonymi przygotowujac ich do Sakramentu Malzenstwa to udalo sie ich tak poumawiac, ze mam ten tydzien tylko dla siebie.
Swoja droga jakie to interesujace doswiadczenie kiedy spotyka sie z ludzmi w swoim wieku lub starszymi, ktorzy z pewnych powodow decyduja sie na zawarcie Tego Sakramentu wlasnie w Kosciele Katolickim. Kiedy stara sie czlowiek za wszelka cene rozwiac watpliwosci na temat metod objawowo-termicznych, choc nie zawsze sie da, bo sceptycy bywaja nieprzekonani. Kiedy stara sie zainteresowac isprawic, ze obowiazek narzucony im z gory nie bedzie przykroscia a stanie sie jak to ziarno rzucone na zyzna ziemie. Czy wyda plon to sie okaze. Mnie pozostaje sie tylko pomodlic by tak bylo :)

wtorek, 4 czerwca 2013

Pierwsze plazowanie w tym roku

O tej chwili myslalam z niepokojem majac przed oczami zeszłoroczny obrazek przedstawiajacy dziecie biegnace do wody i plywajace (doslownie) w Zatoce. Meczace bylo to bieganie i wylawianie malego nurka, ktory wszelkie umiejetnosci zdobyte na kursie plywania postanowil wyprobowac w terenie, dlatego w tym roku odwlekalam ta wyprawe tak dlugo. Wczoraj pogoda zapowiadala sie pieknie, wiec postanowiłam sprobowac.

środa, 15 maja 2013

Sezon na rower

Fotelik nabylam juz w zeszlym roku. Kupiony przez przyjaciolke, przywieziony przez jej tate. Pialam z radosci, ale moja radac nie trwala dlugo. Mimo, ze rower tez kupilam - napalilam sie na holendra i wylicytowalam za niespelna 100 zl jak sie teraz okazalo antyk, w sumie kompletny, ale do poskladania.
Niestety maz moj mimo ze zdolnosci manualne ma, to raczej w kwesti mikro (chocby procesorow i pozdespolow w komputerze) niz marko jak srubki w rowerze.
Na pomoc przyszedl Maz Justyny, ktoremy jestem ogromnie wdzieczna, i ktory rower doprowadzil nie tylko do stanu uzywalnosci, ale i swietnosci :)
Zaczelo sie od krotkich przejazdzek przed blokiem na sciezkach, ktore podejrzewam, ze kiedys sluzyly za plac do nauki jazdy, a dzis odwazylam sie na wyjazd 'na miasto'. 

sobota, 29 września 2012

Krótko o wycieczce.

Krótko, bo padam i mimo, że od wyjazdu minęło 3 dni, to dzięki dzisiejszym zajęciom w szkole nie mam kiedy odsapnąć nie mówiąc juz o stercie prania, którą mnie woła...
Po kolei.
W autobus wsiadłyśmy we wtorek w południe. PolskiBus mnie zaskoczył i miał dla Lusi fotelik... Szok, nie? Ale za coś się płaci za dziecko pełnopłatny bilet ;) Jako, że zamawiałam go jak tylko dowiedziałam się o szkoleniu, to w jedna i drugą stronę cała impreza kosztowała 80 zł. Nie jest źle ;)
Po drodze była i zabawa i spanie, ale o dziwo najlepszym odwracaczem uwagi była tablica ze znikopisem... Zastanawiam się czy dlatego, że Lusia przechodzi fascynacje rysowaniem, czy może dlatego, że było to coś nowego...
Po drodze dostałyśmy po drożdżówce i herbacie. Miło ;)
Do Warszawy dojechałyśmy późnym wieczorem, a dostanie się na Bemowo zajęło nam trochę czasu. Kiedy Ola nas przywitała (, bo u niej się zatrzymałyśmy) miałam nadzieje, że Młoda padnie jak kawka a my chwilę posiedzimy... Jednak dzieci mają dziwną właściwość ściągania energii znikąd i jak tylko zobaczyła Anulę, która jest o 3 miesiące starsza to się zaczęło- ganianie, skakanie po łóżku, tańce wygibańce. Zabawa była tak przednia, że następnego dnia nie miałam wątpliwości przed zostawieniem Lusi z Ania i jej Ciocią.
.
Warszawa trochę mnie przeraża. Oczywiście gdyby nie gps to w ogóle bym się nie odnalazła choć oczywiście bez wpadki przy powrocie się nie obyło, bo pomyliłam strony w która miałam jechać ;)
Szkolenie było bardfzo udane, ale myślę, że więcej napiszę na Bobasowym blogu (może z wyjątkiem zagadnienia płodności, o którym pisałam na fanpage). Bardziej emocjonujące było to, że miałam raptem 3 godziny na dojazd na Bemowo (prawie godzinę), spakowanie Dziecka i powrót na Wilanowską.
Z powrotem wsiadłam w nówkę tramwaj i tu taka refleksja. Myślisz, że nowy tramwaj jedzie szybciej?? Nic bardziej mylnego! Jest wręcz odwrotnie.
Myślałam, że nigdy nie dojedzie, ale na szczęście dojechał na styk, że dobiegłam do metra- z wielką torba, koszykiem wiklinowym i dzieckiem w chuście to nie był taki mały wyczyn ;)
Do autobusu zdążyłam rzutem na taśmę (15 minut przed odjazdem) i niestety Lusia po drodze mi zasnęła.
Droga powrotna nie była już tak przyjemna. Jednak dwa dni pod rząd 6 godzin w drodze to za długo dla takiego Bąka. Wniosek? Następnym razem jedziemy na dłużej ;)
Wyjeżdżając Stolica żegnała nas jesiennym słońcem- ogólnie to się pięknie wybrałam, ba nawet kurtkę zapakowałam do torby, a w środę zrobiło się tak ciepło, że zastanawiałam się co jeszcze z siebie zdjąć ;).


środa, 23 maja 2012

jak na wakacje to tylko.... POCIĄGIEM

A właśnie, że tak. PKP najlepszym przyjacielem Matki i Dziecka. Wiem, że wiele osób narzeka a to na opóźnienia, a to na tragiczne warunki, ale ja jestem albo szczęściarą, albo mam tak małe wymagania ;)
Do Rodziców do Torunia jechałam z Lutką pociągiem. I nie jakimś wypasionym Intercity czy TLK, ale najzwyklejszymi osobówkami Przewozów Regionalnych. Czemu tak? Ano temu, że w osobowym jest miejsce na przespacerowanie się i nadal ma się swój bagaż na oku i nie czarujmy, ale w grę wchodzi też atrakcyjna cena i czas przejazdu, a tu wszystko przemawia za pociągiem osobowym, który o dziwo jedzie tyle samo lub niewiele dłużej co pociąg pospieszny. A cena? Bez zniżek TLK to koszt 46 zł. Osobowy to 30 zł lub 28 zł (w zależności czy jedzie się przez Bydgoszcz czy przez Malbork), a po przyznaniu jakichś tajemniczych zniżek zapłaciłam przez Malbork niespełna 20 zł, a przez Bydgoszcz 22 zł. Przesiadka może wydać się męcząca, ale kto choć raz jechał przez Bydgoszcz wie, że mniej czasu zajmie zmienienie pociągu niż lokomotywy ;) No i osobowy zawiezie mnie na drugą stronę mostu oszczędzając mi wątpliwą przyjemność stania w kilometrowym korku, który ani myśli ruszyć się choćby o kilka metrów w rozgrzanym i wypełnionym po brzegi autobusie linii 22 ;) Dzięki temu spacerkiem do rodziców miałam raptem 10 minut drogi do dworca Wschodniego.
Kiedy nie ma się samochodu i dziecko nie jest zwyczaje do podróży w foteliku, kiedy dziecko jest już jak perpetum mobile i koniecznie musi się pokręcić, poskakać, pochodzić, czworakować ect. i w żadnym wypadku nie chce zasnąć w ciągu dnia nie mówiąc już o zezwoleniu na zniewolenie na czas dłuższy niż 30 minut, pociąg jest wspaniałym wyjściem.
Nasza podróż przebiegła bez większych sensacji. Nie licząc tego, że kiedy weszłyśmy do pociągu Młoda dostała takiej głupawki, że przez 40 minut skakała, a jak padła to na śpiocha musiałam z nią wysiadać z pociągu. Na szczęście zawsze ktoś miły pomógł z bagażem (tu nieoceniona okazała się być moja torba na kółkach), bo dziecko rzecz jasna w chuście zawsze było przy mnie.
Oczywiście zdjęć narobiłam dopiero w drodze powrotnej, bo jakoś wcześniej się nie złożyło, ale za to ilością nadrobiłam.



















I kiedy tak siedziałam przyklejona do szyby i napawałam się widokami stwierdziłam, że Polska to jednak piękny kraj ;)
Ps. Jak się dobrze przypatrzycie na ostatnich zdjęciach dostrzeżecie farmę wiatraków. Chyba największa jaką widziałam a znajdowała się w okolicach Pelplina.

poniedziałek, 21 maja 2012

wracamy

Wyjazd mogę uznać za udany. Przyjemna podróż pociągiem, sporo spacerów, lumpowanie, wizyta w ogrodzie zoobotanicznym z kuzynką, dwa spotkania z Lete w tym jedno z możliwością poznania poznanie Wojtka, wizyta na Starym Mieście i nad Martówką... Czas spędziłysmy bardzo aktywnie,ale tak właśnie lubię. Nie było czasu na snucie się po mieszkaniu.
Za 2,5 godziny mamy pociąg powrotny. Najpierw do Bydgoszczy a później do Gdańska. Też w wersji osobowej.
Relacja z wyjazdu chyba nie zamknie się w jednym poscie ;)
Po napisania po powrocie :)

wtorek, 15 maja 2012

wyjazd

Majówka spędzona w domu, bo jak nie Lusia to Mama chorowała. Ale teraz chcemy to nadrobić.
We wtorek po basenie czeka nas podróż do moich rodziców. Samochodu nie ma, Tatuś pracuje więc... Pakujemy się w pociąg i w drogę.Dzięki trójmiejskiej SKM'ce (szybka kolej metropolitalna) mini podróż pociągiem mamy już za sobą. Tym razem czeka nas niespełna 200 km i ponad 4 godziny drogi. Najpierw osobowy do Malborka,a tak Arriva(spalinowy odpowiednik skm w kujawsko-pomorskim) do Torunia.
Dylematów jest wiele. Co wziąć i ile, jak się ubrać na drogę, czy wziąć wielorazowe pieluchy czy pan pampersy, w co się spakować, która chustę wziąć... I jak ja sobie poradzę z dzieckiem i bagażami...
Już teraz na myśl o tym czuje uścisk żołądka ale wiem ze warto. Tatuś odpocznie i zagra w grę której premiera już we wtorek, a i my się za nim stęsknimy.
W niedzielę idziemy do Baju na Przytulaki o.których pisała Lete, no i może uda się z nią spotkać...
A.jak pogoda dopisze to.może i ogród zoobotaniczny odwiedzimy...
A jak nie to może kino? No i konieczny.będzie rajd po lumpeksach... Tylko doba za krótka będzie na to wszystko ;)
Bilet już kupiony, torba jeszcze nie spakowana...
Oj. Już mnie brzuch boli....

piątek, 5 sierpnia 2011

wakacje i wyższy level w rozwoju

Właśnie wróciliśmy. Wielkie tournée po Kujawach. Mieszka się daleko więc przy okazji nieczęsto trafiającego się urlopu ślubnego trzeba nawiedzić rodzinę. Od kiedy jest z nami Dziecię dziadkowie (a nasi rodzice) bardziej się tych odwiedzin domagają, bo "Ona się tak szybko zmienia".
Wyjechaliśmy znad Zatoki i co? Deszcz. Przez całą wizytę u moich rodziców padało. Trochę się wypogodziło jak byliśmy u mamy ślubnego, ale bez szału.
Pogoda natomiast nie przeszkodziła naszej Królewnie do zrobienia postępów. Pierwszym było odkrycie krzyku. Mała pokochała krzyczeć. Ze złości, z zadowolenia, na siku, na jedzenie, na wszystko. I gdzie ten piękny bezzębny uśmiech przy porannym wstawaniu? Nieee mmma. A co jest? Za to świdrujący w uszach pisk.
Kolejną umiejętnością stało się podnoszenie. Nie przekręca się z boku na bok, nie przeturla się z brzucha na plecki i na odwrót, ale za to chwyta za palce i siada. Przerażające, ale nic na to nie poradzę ;)
Ach. I jeszcze jedno. Okazało się, że mamy w domu telemaniaczkę :)
Przez tyle czasu nie mieliśmy telewizora i przyjdzie nam go kiedyś kupić ;)
U rodzinki było miło, ale się skończyło.
Bilans? Odwiedziny Stryja z rodziną- Młoda dostała wielkiego misia :) Szalona sesja z Bunią (moją mamą), a w czasie pobytu u Babci (ślubnego mamy) Mała odwiedziła zamek w Golubiu-Dobrzyniu i sanktuarium w Oborach. Niestety z Obór zdjęć nie ma. Byliśmy za bardzo rozproszeni, bo nasi znajomi z pielgrzymki zatrzymali się tam na obiad. Miło było zobaczyć przyjazne twarze, pożartować, powspominać. Przyznam się, że ślubny zaproponował w przyszłym roku krótką trasę- Dobrzyń nad Drwęcą- Płock, bo na tym odcinku noclegi są w domach i kilometrowo to nie jest jakoś dużo. Gdybym ja wyszła z taką propozycją to pewnie nie wyszło by, ale skoro to jest "pomysł" to musi się udać ;)

Miś od Stryja Piotra i Cioć Małgosi, Agnieszki i  Moniki
Szaleństwo Buni- Lucia w biedronkowej wersji
Biedroneczka
W zamku Golubskim
W zamku Golubskim
Nasza Żabka u Babci

I jeszcze chustowanie. Dzięki chuście swobodnie poruszałyśmy się po zamkowych salach, a moja kochana mama uszyła mi kółkową, która okazała się być nieocenioną w drodze powrotnej- bez problemu mogłyśmy pochodzić na dworze a nie siedzieć w samochodzie, a samo założenie trwało kilka sekund. Musimy się jeszcze nauczyć dociągać, ale jestem bardzo zadowolona.