Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 listopada 2013

jesienna Zatoka

Święto Niepodległości uczciłyśmy wyprawą nad Zatokę. Od dłuższego czasu miałam ochotę na taki spacer, ale przerażała mnie wizja Wodniczka Szuwarka, w którego zawsze Dziecko zamieniało się w pobliżu wody.
Obawy jednak się nie potwierdziły. Woda kusiła, ale wilgotne były tylko czubki butów.

piątek, 13 września 2013

Podążać za dzieckiem

Od czasu do czasu trafi się sytuacja, która wyprowadza mnie z równowagi. Czasem jest to głupie pytanie innym razem jeszcze głupsza rada. A wszystko tyczy się dziecka, jego rozwoju, umiejętności. 

środa, 7 sierpnia 2013

Pora na spacer

Tak... jest 19.30 i wreszcie czas na wyjscie z domu. Dopiero od godziny moge stwierdzić, że na dworze jest przyjemnie. Słońce raczy nas ostatnimi promieniami,  chlodny wiatr milo powiewa a my cieszymy się pogoda na placu zabaw. Zdecydowanie... Miedzy 8 a 17 w ostatnich dniach dobrowolnie z domu nie wyjdę ;)

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Swiatowy tydzien karmienia piersia

Sprzątajac po obiedzie z pokoju dobiega mnie glos
"Tata, da chlebek, dziecko spi, mama kapie w
pianie..."
Wiecie co dziecko czyta?
"Kolysanke o piersiach mamy".
A po wejsciu do pokoju uslyszalam "Poczytasz
'Kolysanke o piersiach mamy', prosze? Mamo?"
Dziecko w ten sposob świętuje światowy tydzień
karmienia piersią ;)

sobota, 3 sierpnia 2013

Gdy dziecko rozczula

W czasie mojej ponad dwuletniej macierzynskiej przygody nie czesto rozczulal mnie widok gaworzacego malucha. Przekrecanie sie na brzuszek nie zapadlo mi specjalnie w pamiec i nie wywoływało euforii i przepływu macierzynskiej miłości.
Teraz w wieku ponad dwóch lat dziecko jakby nadrabia te zaległości rozczulajac nie tylko matke ale i ojca. Jakim sposobem?
Chocby podajac kubek w którym zostalo jeszcze troche wody mowiac "mamo prosze", albo po wywrotce wstajac i otrzepujac sie mowi "mamo nic nie jest". Ostatnio przy artystycznych pracach dostaje gotowe dzielo i slysze "prosze mamo, dla ciebie".
No i jak sie nad tym nie rozczulac?

Tak było w Toruniu

Obiecana i bardzo spóźniona relacja z toruńskiego wyjazdu.
Tak naprawdę 3 dni minęły nam bardzo szybko i intensywnie.
Pierwszego dnia przyjazd, długi spacer z dworca na Jakubskie Przedmieście (jakieś 3,5 km), oczywiście wszystko pokonane na małych dziecięcych nóżkach.
Drugiego fantastyczne odkrycie. Piękny plac zabaw w parku na Bydgoskim Przedmieściu. Dziecko zakochało się od wejścia i z trudem dało się przekonać po 4 godzinach, że wypadałoby już wrócić.
Technicznie rzecz biorąc były to dwa place. Jeden na górce, dla starszych dzieci, na którym moje nie ustępowało kroku 4-6 latkom. Składał się właściwie z samych zjeżdżalni. i to jakich! Sami zobaczcie.

piątek, 14 czerwca 2013

Slowa

Z dnia na dzien dziecko zaczyna sie komunikowac w sposob dla rodzica bardziej zrozumialy. Z poczatku sa to werbalny placz i niewerbalne miny. Z czasem dochodza gesty, pokazywanie. Ale kazdy czeka az ten nowy czlowiek zacznie wypowiadac sie "po ludzku", komunikowac swoje potrzeby w sposob zrozumialy dla przecietnego doroslego.
Ale wiaze sie to z nieustannym cwiczeniem. Teraz mamy etap, ze w ciagu godzinnego spacero Lusia nieustannie mowi. Nie sa to zdania, na to jeszcze ma czas, ale stara sie opisac wszystko co widzi, chce tez wiedziec czy wypowiada dane slowa w sposob poprawny i zrozumialy.
Dzis przez 300 metrow cwiczyla mowiac "duze drzewo", a ze nie spieszylo jej sie to zdarzyla to powtorzyc kilkadziesiat razy ;) dla umeczonej matki to troche duzo, ale ciesze sie, ze chce, ze sie stara i jej zalezy na tym, zeby to bylo poprawne i w pelni zrozumiale nie tylko dla nas- rodzicow ale tez dziadkow czy spotkanych na placu zabaw pan czy dzieci. Nie kazdy wie, ze jak cos mowi to trzeba powtorzyc o co jej chodzi i zwyczajne "tak masz racje" nie jest wystarczajace ;) po prostu bedzie powtarzac to tyle razy poki nie otrzyma potwierdzenia w postaci danego slowa, o, ktore jej chodzi.
Choc swoja droga podziwiam rodzicow, ktorzy skrzetnie zapisuja pierwsze slowa swoich dzieci. Piekna pamiatka, ale ja sie do tego nie nadaje ;)

wtorek, 4 czerwca 2013

Pierwsze plazowanie w tym roku

O tej chwili myslalam z niepokojem majac przed oczami zeszłoroczny obrazek przedstawiajacy dziecie biegnace do wody i plywajace (doslownie) w Zatoce. Meczace bylo to bieganie i wylawianie malego nurka, ktory wszelkie umiejetnosci zdobyte na kursie plywania postanowil wyprobowac w terenie, dlatego w tym roku odwlekalam ta wyprawe tak dlugo. Wczoraj pogoda zapowiadala sie pieknie, wiec postanowiłam sprobowac.

środa, 15 maja 2013

Sezon na rower

Fotelik nabylam juz w zeszlym roku. Kupiony przez przyjaciolke, przywieziony przez jej tate. Pialam z radosci, ale moja radac nie trwala dlugo. Mimo, ze rower tez kupilam - napalilam sie na holendra i wylicytowalam za niespelna 100 zl jak sie teraz okazalo antyk, w sumie kompletny, ale do poskladania.
Niestety maz moj mimo ze zdolnosci manualne ma, to raczej w kwesti mikro (chocby procesorow i pozdespolow w komputerze) niz marko jak srubki w rowerze.
Na pomoc przyszedl Maz Justyny, ktoremy jestem ogromnie wdzieczna, i ktory rower doprowadzil nie tylko do stanu uzywalnosci, ale i swietnosci :)
Zaczelo sie od krotkich przejazdzek przed blokiem na sciezkach, ktore podejrzewam, ze kiedys sluzyly za plac do nauki jazdy, a dzis odwazylam sie na wyjazd 'na miasto'. 

środa, 27 marca 2013

Basen

Na basen chodzimy odkad Luska skonczyla 6 miesiecy. Decyzja nie byla trudna. Mamy dziecko, ktore uwielbia wode. Szkole wybralismy na chybil trafil i jak sie pozniej okazalo jest to jedna z najlepszych w Gdansku. Pan Mieszko ze swoim fantastycznym podejsciem do maluchow nie tylko dzieci nie zniechecil, ale sprawil ze jeszcze bardziej pokochaly pluskanie.
Nasze zajecia odbywaja sie na malym basenie politechniki. Dzieki temu, nie ma tlumow w szatni, srodek tygodnia gwarantuje kameralna atmosfere, a i panie szatniarki znaja wszystkie dzieciaki :)
Nawet przyzwyczaily sie juz do mojego chustowego dziwactwa a wczoraj pani poprawiala mi Luske na plecach bo za plytko wpadla w mt ;)
Po 1,5 roku moge bez wahania powiedziec, ze byly to najlepiej wydane pieniadze do tej pory. Dlaczego? Chocby dlatego, zeby zobaczyc radosc dziecka przy wykonywaniu niestworzonych rzeczy w wodzie ktore nie wiedziec czemu dziadkow przyprawiaja drzenie ;)

niedziela, 3 marca 2013

Dziecieca energia

Znacie to podejscie dzieci?
"Nie mam sily, wiec pobiegne".
Wlasnie siedzimy w Ikea, gdzie dotarlysmy z Dziadkami, ktorzy juz wyjezdzali. Tu nasze drogi sie rozeszly wlasnie z powodu tej nieskonczonej energii Dziewczecia(, bo w pileczkach energia jakos lzej sie rozchodzi) i braku czasu Dziadkow...
I pomyslec ze dzis wstala o 7 i w dzien nie spala.

sobota, 2 marca 2013

Magiczne slowka

Prosze...
Dziękuję...
To o te magiczne słówka mi chodzi.
Lusia z dnia na dzien mowi co raz wiecej. Powtarza wyrazy, mowi pojedyncze slowa. Do mowienia zdaniami daleko ale Dziecko ewidentnie sie rozkreca.
Opanowala rowniez te dwa slowa. Dajac cos mowi 'prosze', biorac-'dziekuje'. I fakt ten jako matka zarejestrowalam dosc pozno ;)
Czasem na spacerze, na zakupach slysze babcie czy tez mamy strofujaca 2-4 latka 'powiedz dziekuje'. A u nas? To my podajac cos Dziecku zawsze mowimy 'prosze'. Gdy Ono nam cos daje po prostu dziekujemy. Proste i takie... Naturalne. Gdy Lusia cos od kogos dostaje to nie wymagam zeby mowila dziekuje, to ja jako mama dziekuje w jej imieniu. Ona jest jeszcze mala, ludzi sie wstydzi (chocby dziadkow od ktorych dostaje prezent a ktorych dawno nie widziala), jeszcze nie wie co 'wypada' a co nie.
I teraz widze potwierdzenie tego ze dzieci ucza sie przez nasladowanie.
To sprawia ze czlowiek ma wieksza swiadomosc ze jednak musi sie pilnowac ;)

wtorek, 5 lutego 2013

powiew wiosny

Dzisiejszy dzień miał być typowym wtorkiem. Na 10 Klub Mam Gdańsk Morena, później co najwyżej biblioteka i do domu Ale okazało się że koleżanka, z którą nie widziałam się szmat czasu ma chwilę, w tamte rejony i tak miałam jechać, wprawdzie jutro, ale jutro na spotkanie czasu by nie było, a dodatkowo powiedziała, że jest w ciąży... No musiałam ;) Chwilę porozmawiałyśmy, wypiłam pyszną herbatę(, którą próbuję odtworzyć), umówiłyśmy się na walentynki (mężowie pracują) i poszłam załatwiać swoje sprawy. Kupiłam sobie książkę, córce płytę z piosenkami i książeczkę i... I piękna pogoda zachęciła mnie do spaceru. Dziecko spało w mt, a ja korzystałam z wiosennej aury i małej odległości do Parku Oliwskiego.
W czwartek obchodzimy 4 rocznicę ślubu. Myślę, że jeśli pogoda dopisze wybierzemy się tam razem... Swoją drogą 4 lata temu była też piękna pogoda. W południe pięknie grzało słońce a temperatura rozpieszczała nas 11 stopniami powyżej zera :)

wtorek, 15 stycznia 2013

Oda do snu.


 O tak. Mogłabym o tym pisać bez końca. Coś czego braknie i do czego się tęskni i nie chodzi tu nawet o mój własny sen utracony, bo liczyłam się z tym kiedy postanowiliśmy zostać rodzicami, ale o sen dziecięcy.
Wczoraj od 9 do 22.30 bez przerwy Lusia była na nogach. Ba. Nawet się na chwilę nie zawiesiła... Dziś od 8 z przerwa 10 minutowa, kiedy to dziecko zamknęło oczy na chwilę siedząc na plecach w MT, kiedy już dochodziłam do domu a otworzyło kiedy odłożyłam je na łóżko... Dziś niestety wersja cięższa, bo od pobudki były piski, stęki, krzyki, ale oczywiście bez opcji położenia się. Tulenie, głaskanie, wspólne zaleganie  łóżku nic nie dało. Dziecię zasnęło po 20 nie bez protestów "nie; tam".
I to jest co raz częstsze, mnie już brakuje sił, z czasem cierpliwości i zwykłego czasu dla siebie choćby, żeby pomalować sobie paznokcie czy sięgnąć do notatek czy projektów...

A wieczorem? Nie mam siły już myśleć. Z trudem brnę przez 3 strony (na 60 a to tylko z jednych zajęć...) lub po prostu usypiam przy usypianiu. Muszę sobie jakoś inaczej organizować dzień.
...
...
...
Przypominam o urodzinowym candy.
Coś dla ciała, ducha i latorośli :)

wtorek, 20 listopada 2012

syndrom pierwszego dziecka?

Zauważyłam w śród rodziców, jak pozwoliłam sobie roboczo nazwać, "syndrom pierwszego dziecka".
Czym się to objawia? Pewnego rodzaju zniecierpliwieniem.
Nie mam tego, więc tylko obserwuję taką tendencję ;)
Czyli co? Wypatrywanie pierwszego zęba, sadzanie i sprawdzanie czy siedzi, odliczanie do godziny zero, żeby móc dać spróbować maluchowi coś do jedzenia...
Jest coś w tym?

sobota, 29 września 2012

Krótko o wycieczce.

Krótko, bo padam i mimo, że od wyjazdu minęło 3 dni, to dzięki dzisiejszym zajęciom w szkole nie mam kiedy odsapnąć nie mówiąc juz o stercie prania, którą mnie woła...
Po kolei.
W autobus wsiadłyśmy we wtorek w południe. PolskiBus mnie zaskoczył i miał dla Lusi fotelik... Szok, nie? Ale za coś się płaci za dziecko pełnopłatny bilet ;) Jako, że zamawiałam go jak tylko dowiedziałam się o szkoleniu, to w jedna i drugą stronę cała impreza kosztowała 80 zł. Nie jest źle ;)
Po drodze była i zabawa i spanie, ale o dziwo najlepszym odwracaczem uwagi była tablica ze znikopisem... Zastanawiam się czy dlatego, że Lusia przechodzi fascynacje rysowaniem, czy może dlatego, że było to coś nowego...
Po drodze dostałyśmy po drożdżówce i herbacie. Miło ;)
Do Warszawy dojechałyśmy późnym wieczorem, a dostanie się na Bemowo zajęło nam trochę czasu. Kiedy Ola nas przywitała (, bo u niej się zatrzymałyśmy) miałam nadzieje, że Młoda padnie jak kawka a my chwilę posiedzimy... Jednak dzieci mają dziwną właściwość ściągania energii znikąd i jak tylko zobaczyła Anulę, która jest o 3 miesiące starsza to się zaczęło- ganianie, skakanie po łóżku, tańce wygibańce. Zabawa była tak przednia, że następnego dnia nie miałam wątpliwości przed zostawieniem Lusi z Ania i jej Ciocią.
.
Warszawa trochę mnie przeraża. Oczywiście gdyby nie gps to w ogóle bym się nie odnalazła choć oczywiście bez wpadki przy powrocie się nie obyło, bo pomyliłam strony w która miałam jechać ;)
Szkolenie było bardfzo udane, ale myślę, że więcej napiszę na Bobasowym blogu (może z wyjątkiem zagadnienia płodności, o którym pisałam na fanpage). Bardziej emocjonujące było to, że miałam raptem 3 godziny na dojazd na Bemowo (prawie godzinę), spakowanie Dziecka i powrót na Wilanowską.
Z powrotem wsiadłam w nówkę tramwaj i tu taka refleksja. Myślisz, że nowy tramwaj jedzie szybciej?? Nic bardziej mylnego! Jest wręcz odwrotnie.
Myślałam, że nigdy nie dojedzie, ale na szczęście dojechał na styk, że dobiegłam do metra- z wielką torba, koszykiem wiklinowym i dzieckiem w chuście to nie był taki mały wyczyn ;)
Do autobusu zdążyłam rzutem na taśmę (15 minut przed odjazdem) i niestety Lusia po drodze mi zasnęła.
Droga powrotna nie była już tak przyjemna. Jednak dwa dni pod rząd 6 godzin w drodze to za długo dla takiego Bąka. Wniosek? Następnym razem jedziemy na dłużej ;)
Wyjeżdżając Stolica żegnała nas jesiennym słońcem- ogólnie to się pięknie wybrałam, ba nawet kurtkę zapakowałam do torby, a w środę zrobiło się tak ciepło, że zastanawiałam się co jeszcze z siebie zdjąć ;).


poniedziałek, 24 września 2012

wyczyn taty... jesień... wycieczka?

...
W weekend odbyły się pierwsze zajęcia z dietetyki. Jestem pozytywnie nastawiona, a wykładowcy zdają się być raczej pasjonatami w swojej dziedzinie co pomoże w łatwiejszym przekazaniu i przyswojeniu wiedzy (mam nadzieję).
I to był pierwszy weekend w czasie którego Dziecko zostało z Ojcem na calutki dzień.
Myślałam, że będę się przejmować, dzwonić, denerwować. Ale nie. Poradzili sobie dobrze i okazało się, że :
  • moje dziecko samo potrafi przyjść z pieluchą, żeby ją zmienić i co najlepsze na czas zmiany wdrapuje się na łóżko i kładzie się- kiedy ja muszę zmieniać w biegu
  • informuje, że chce spać i przytula się i zasypia
Dla mnie to nowość i stan bliski ideału ;) Ciekawe kiedy będzie mi dane go osiągnąć ;)
...

No i stało się. Mamy jesień. Szkoda tylko, że w Gdańsku to nie jest ta wersja Złotej Polskiej jesieni z kolorowymi liśćmi na drzewach przepuszczającymi złote promienie słoneczne, mieniącymy się kasztanami i matowymi żołędziami na trawnikach i masą jabłek i śliwek w cudnych cenach ;)
A nie. Informuję, że w Gdańsku trzeba się nałazić, żeby znaleźć czerwone liście, kasztanów jeszcze nie uświadczysz, owoce są pieruńsko drogie a słońce... ech. brak słów.
Jest zimno, wietrznie i raczej deszczowo.
...
I teraz siedzę i myślę, jakby się tu spakować, bo jutro wyjeżdżamy. O 13 mamy autobus do Warszawy. Tam nocleg u przyjaciółki, a w środę szkolenie BLW i powrót. Niby krótko, ale trzeba trochę zabrać ubrań, a problem wydaje się tym poważniejszy, że żadna prognoza nie uwzględnia pogody którą w chwili obecnej obserwuję za oknem. I jak tu się wyszykować?
Uciekam dalej myśleć i przygotowywać jakieś jedzenie dla nas na drogę, bo to jakby nie patrzeć prawie 6 godzin jazdy.

środa, 12 września 2012

huśtawka

Dziecko mi szaleje. Od pewnego czasu staram się wychodzić na plac zabaw choćby na 1,5 godziny. I przyznam się, że często gęsto jesteśmy na nim same. Jakiś tydzień temu, kiedy pogoda nie była jakaś rewelacyjna, ale nie padało, w ciągu naszego dwugodzinnego pobytu przez plac przewinęło się… Czworo dzieci. Każde z opiekunem było maksymalnie 20 minut. Miło, nie?
Choć ostatnio przestało to mnie boleć, bo Luśka ma 1,5 godzinne maratony na huśtawce. Jedyne urozmaicenie to zmiana na tę obok, ewentualnie zmiana strony, na którą patrzy. Chyba przyjdzie mi się pogodzić. Ba. Nawet dostrzegam pewne plusy:
  1. Mogę czytać książkę, co mi się nie zdarza przy dziecku ( jestem przy końcówce „Bez lęku” i… jeszcze o niej napiszę, bo jest dla mnie kwintesencją człowieczeństwa i tego jak powinno się żyć).
  2. Będę miała taaaakie muły ;)

Ale nie o tym chciałam napisać. W niedzielę trafił się nad Zatoką piękny i ciepły- ba, wręcz gorący dzień. Było tak ładnie, że postanowiłam wyjść na plac zabaw na „dobicie”, czyli koło godziny 17. Same w domu byłyśmy, po kościele, po obiedzie, więc absolutnie nigdzie nam się nie spieszyło. Tylko czasem rękę bujającą zmieniałam, jak w poprzedniej brakowało siły.
Wiadomo, że co raz szybciej robi się szaro, co jest dobrym argumentem za tym, że trzeba już iść do domu, ale przecież nie zawsze zadziała. Na pewnego chłopca nie podziałało. Na oko może trzyletni... Mama już zmęczona, prosiła, namawiała, ale bez skutku. I w pewnym momencie zrobiła coś, czego zrozumieć nie umiem i nie chcę. Odwróciła się na pięcie i zaczęła iść w stronę domu. Bez słowa, bez uprzedzenia, nic! Moja pierwsza myśl? „Och ty głupia kobieto… Przecież dziecko będzie się bało, że go zostawisz i to wcale nie znaczy, że będzie cię słuchało…”
Przecież ja też to znam, moje dziecko tez jest z tych „nieściągalnych” do domu. Czasem uda się wytłumaczyć, że trzeba iść na zakupy/ zjeść obiad/ kolację/ iść spać/ umyć się, ale czasem nic nie działa. I co wtedy? Nie odwracam się i nie uciekam. Nie zostawiam płaczącego i nierozumiejącego nic dziecka samego. Biorę na ręce, przytulam, tłumaczę dalej i nawet, jeśli płacze to jestem przy nim. Daje to poczucie, że w swoim całym nieszczęściu, złości i żalu nie jest samo. Mam nadzieję, że kiedyś mi powie „Wiesz mamuś. Dziękuję, że mnie nie zostawiałaś samej jak było mi po prostu źle”…

wtorek, 4 września 2012

BLW i my w Dziecku

Z wakacyjnych atrakcji mieliśmy również wakacyjne wydanie "Dziecka" :)
Najpierw rozmowa z Panią Karoliną, która była bardzo zainteresowana tematem BLW. Słuchawka była aż czerwona, a przecież to miał być tylko niewielki artykuł! Pani Karolinie udało się uchwycić naważniejsze rzeczy, choć to i tak kropla w morzu BLW ;)
Później wizyta Pani Renaty Dąbrowskiej i piękne zdjęcia!!! Oj piękne! Jak na osobę z takimi osiągnięciami (masa nagród) jest bardzo skromna :) Zresztą co ja będę pisać. Sami zajrzyjcie na jej BLOGA.
I najpiękniejszym dla nas prezentem było przesłanie przez Pania Renatę zdjęć, które nie poszły do gazety a były są dla nas wspaniałą pamiątką...




Pani Renato. Dziękuję z całego serca!
A po jakimś czasie nasze zdjęcie i fragmenty rozmowy pojawiły się w miesięczniku "Dziecko". To naprawdę niewiele, ale mam cichą nadzieję, że chociaż część osób postanowiło się wgłębić w temat i pozwoliło dziecku działać na "własną rękę" :)
 
Dla tych, którym dotrzeć się do tego numeru nie udało mam wersję skanowaną ;)
Miłej lektury.

wtorek, 5 czerwca 2012

ogród zoobotaniczny w Toruniu

Czas wrócić do naszego wyjazdu do Torunia.
Przyjechałyśmy do Torunia we wtorek popołudniu, środa była na oddech i wypad na Stare Miasto po pieluchy do Rossmanna i mini rajd po sklepach a w czwartek...
W czwartek byłyśmy z Agnieszką (moją kuzynką) w ogrodzie zoobotanicznym. Łucja już jest dużą panną i jest wiele rzeczy, które ją interesują i zająć na jakiś czas potrafią. I jaką "rzeczą" są ptaki stąd mój wybór padł na toruński ogród gdzie, jak pamiętałam jeszcze ze swoich wypraw, była całkiem ładna ptaszarnia.
Wejście do ogrodu wygląda tak jak kiedyś: masywna brama i ciąg schodów w dół. Ale wnętrze to zmieniło się niesamowicie. Za moich czasów (ale to brzmi ;) )klatki były malutkie, zwierząt było mniej i inne i nie trwały prace remontowe ;) Po prostu był to ogród botaniczny z dodatkiem zoo. Teraz zdecydowanie proporcje się zmieniły.
Mała była zauroczona nie mniej jak jej mama. Polecam wszystkim rodzicom, którzy nie mają pomysłu na spędzenie czasu. Pamiętam jak ze swoją mamą chodziłam do ogrodu 4 razy w roku, żeby zobaczyć jak wszystko się zmienia.
Wiosna jest znakomitym czasem na odwiedzenie takiego miejsca. Wiele zwierząt miało młode. Mój zachwyt wywołały małpki, które były naprawdę niewielkie. (Niestety młodych nie udało się uchwycić.)




Ulubioną atrakcją dzieci były kozy. Nie dość, że młode miały za nic ogrodzenie i biegały wokół luzem to dorosłe sztuki były właśnie kotne i aż mi brzuchy skakały :)



Ale to nie wszystko. Były surykatki, sowy, puchacze, gęsi, pawie, niedźwiedzie, rysie, emu, kangury, muflony, żubry i inne zwierzęta.




Oczywiście musiałyśmy wejść też do ptaszarni.



Podsumowując?
Warto pokazywać dzieciom przyrodę. Czy to będą kwitnące kwiaty i krzewy czy ptaki i zwierzęta. Roczne dziecko jak najbardziej to zainteresuje, ale warunek jest jeden. Muszą być one możliwie jak najbliżej (niedźwiedź w drugim końcu wielkiego wybiegu czy bocian w odległości 15 metrów jest po prostu niewidoczny).

Teraz czekamy na ładną pogodę, żeby odwiedzić zoo w Oliwie :)