Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 września 2013

Chwila na łonie natury część 1 -Kaszuby 2013

Prawdziwych wakacji nie było, bo nie było urlopu. Mąż tradycyjnie w pracy, a i ja wieczorami pracowałam z parami. Ale od 3 lat moi rodzice są szczęśliwymi właścicielami działki w sercu Kaszub. Dzięki temu nie mamy do nich 200 km, a raptem 100 i świeże powietrze, i prawdziwą naturę :)
W tym roku takie wakacje zostały rozbite na trzy weekendy lipca i sierpnia. I jak się pozbiera te trzy wyjazdy w jedną całość, to już daje nam solidy wakacyjny zastrzyk wypoczynku ;)
Atrakcji było sporo, choć zdjęć niewiele. Była okazja do kąpieli w jeziorze, zbierania malin, ba nawet jagód (ostało się kilka krzaczków w lesie), grzybobrania, wspinaczka na wieżę widokową, łowienie ryb, ba nawet wizyta w Bytowie...
I trochę zdjęć, reszta będzie innym razem jak uda mi się odkopać swoje telefoniczne zbiory.

Wyjazd pierwszy
Impreza w Bytowie z okazji święta leśnictwa.

sobota, 3 sierpnia 2013

Tak było w Toruniu

Obiecana i bardzo spóźniona relacja z toruńskiego wyjazdu.
Tak naprawdę 3 dni minęły nam bardzo szybko i intensywnie.
Pierwszego dnia przyjazd, długi spacer z dworca na Jakubskie Przedmieście (jakieś 3,5 km), oczywiście wszystko pokonane na małych dziecięcych nóżkach.
Drugiego fantastyczne odkrycie. Piękny plac zabaw w parku na Bydgoskim Przedmieściu. Dziecko zakochało się od wejścia i z trudem dało się przekonać po 4 godzinach, że wypadałoby już wrócić.
Technicznie rzecz biorąc były to dwa place. Jeden na górce, dla starszych dzieci, na którym moje nie ustępowało kroku 4-6 latkom. Składał się właściwie z samych zjeżdżalni. i to jakich! Sami zobaczcie.

czwartek, 7 marca 2013

Wiosenny falstart

Zachecona wczorajsza piekna pogoda i wtorkowym spacerem bez kurtki odpowiedzialam na spontaniczny odzew kolezanki i wybralam sie z Dzieckiem po Parku Oliwskiwgo. Na szczescie tknieta przeczuciem ubralam nas grubo, bo procz slonca dzisiejsza aura absolutnie w niczym nie przypominala tej z kilku ostatnich dni. A szkoda...
Nie mniej spacer byl(Lusia wykorzystala okazje i sprzet Tadka i postanowila rozkopac kretowisko), mile towarzystwo rowniez, a i zimny wiatr wprawil ze dla rozrywki Matki ruszyly w poszukiwaniu jakiegos cieplego miejsca.
I tak trafilismy do biblioteki na Opolskiej w ktorej miala miejsce wystawa zdjec chust polskich. W koncu bycie chustomama zobowiazuje ;)
A przy okazji odnalazlysmy rewelacyjne miejsce przykazne dzieciom-masa zabawek, piekne ksiazki w ilosci imponujacej i kanapa dla mam aby i one mogly nacieszyc sie literatura. Strasznie zaluje ze to tak daleko ale mam przeczucie ze mimo to z checia nie jeden raz tam zajrze....

wtorek, 5 lutego 2013

powiew wiosny

Dzisiejszy dzień miał być typowym wtorkiem. Na 10 Klub Mam Gdańsk Morena, później co najwyżej biblioteka i do domu Ale okazało się że koleżanka, z którą nie widziałam się szmat czasu ma chwilę, w tamte rejony i tak miałam jechać, wprawdzie jutro, ale jutro na spotkanie czasu by nie było, a dodatkowo powiedziała, że jest w ciąży... No musiałam ;) Chwilę porozmawiałyśmy, wypiłam pyszną herbatę(, którą próbuję odtworzyć), umówiłyśmy się na walentynki (mężowie pracują) i poszłam załatwiać swoje sprawy. Kupiłam sobie książkę, córce płytę z piosenkami i książeczkę i... I piękna pogoda zachęciła mnie do spaceru. Dziecko spało w mt, a ja korzystałam z wiosennej aury i małej odległości do Parku Oliwskiego.
W czwartek obchodzimy 4 rocznicę ślubu. Myślę, że jeśli pogoda dopisze wybierzemy się tam razem... Swoją drogą 4 lata temu była też piękna pogoda. W południe pięknie grzało słońce a temperatura rozpieszczała nas 11 stopniami powyżej zera :)

sobota, 29 września 2012

Krótko o wycieczce.

Krótko, bo padam i mimo, że od wyjazdu minęło 3 dni, to dzięki dzisiejszym zajęciom w szkole nie mam kiedy odsapnąć nie mówiąc juz o stercie prania, którą mnie woła...
Po kolei.
W autobus wsiadłyśmy we wtorek w południe. PolskiBus mnie zaskoczył i miał dla Lusi fotelik... Szok, nie? Ale za coś się płaci za dziecko pełnopłatny bilet ;) Jako, że zamawiałam go jak tylko dowiedziałam się o szkoleniu, to w jedna i drugą stronę cała impreza kosztowała 80 zł. Nie jest źle ;)
Po drodze była i zabawa i spanie, ale o dziwo najlepszym odwracaczem uwagi była tablica ze znikopisem... Zastanawiam się czy dlatego, że Lusia przechodzi fascynacje rysowaniem, czy może dlatego, że było to coś nowego...
Po drodze dostałyśmy po drożdżówce i herbacie. Miło ;)
Do Warszawy dojechałyśmy późnym wieczorem, a dostanie się na Bemowo zajęło nam trochę czasu. Kiedy Ola nas przywitała (, bo u niej się zatrzymałyśmy) miałam nadzieje, że Młoda padnie jak kawka a my chwilę posiedzimy... Jednak dzieci mają dziwną właściwość ściągania energii znikąd i jak tylko zobaczyła Anulę, która jest o 3 miesiące starsza to się zaczęło- ganianie, skakanie po łóżku, tańce wygibańce. Zabawa była tak przednia, że następnego dnia nie miałam wątpliwości przed zostawieniem Lusi z Ania i jej Ciocią.
.
Warszawa trochę mnie przeraża. Oczywiście gdyby nie gps to w ogóle bym się nie odnalazła choć oczywiście bez wpadki przy powrocie się nie obyło, bo pomyliłam strony w która miałam jechać ;)
Szkolenie było bardfzo udane, ale myślę, że więcej napiszę na Bobasowym blogu (może z wyjątkiem zagadnienia płodności, o którym pisałam na fanpage). Bardziej emocjonujące było to, że miałam raptem 3 godziny na dojazd na Bemowo (prawie godzinę), spakowanie Dziecka i powrót na Wilanowską.
Z powrotem wsiadłam w nówkę tramwaj i tu taka refleksja. Myślisz, że nowy tramwaj jedzie szybciej?? Nic bardziej mylnego! Jest wręcz odwrotnie.
Myślałam, że nigdy nie dojedzie, ale na szczęście dojechał na styk, że dobiegłam do metra- z wielką torba, koszykiem wiklinowym i dzieckiem w chuście to nie był taki mały wyczyn ;)
Do autobusu zdążyłam rzutem na taśmę (15 minut przed odjazdem) i niestety Lusia po drodze mi zasnęła.
Droga powrotna nie była już tak przyjemna. Jednak dwa dni pod rząd 6 godzin w drodze to za długo dla takiego Bąka. Wniosek? Następnym razem jedziemy na dłużej ;)
Wyjeżdżając Stolica żegnała nas jesiennym słońcem- ogólnie to się pięknie wybrałam, ba nawet kurtkę zapakowałam do torby, a w środę zrobiło się tak ciepło, że zastanawiałam się co jeszcze z siebie zdjąć ;).


niedziela, 2 września 2012

powakacyjnie- wspomnienie sierpnia

Zaniedbałam bloga przez wakacje, ale mam bardzo dobrą wymówkę ;)
Jako, że matka z zasady nie ma wakacji ale mąż matki a i owszem, więc skorzystaliśmy wyjeżdżając kilka razy.
Po wizycie u drugiej babci wróciliśmy do pierwszej już w trójkę i spędziliśmy miłe chwile na Toruńskim Starym Mieście.





 
Nigdy nie przypuszczałam, że woreczek grochu sypany przez kogoś może zapewnić taką rozrywkę.
Przy okazji obiadu w Starym Młynie dostałam porządną inspirację do ekserymentowania z pierogowymi nadzieniami i pierogiem innym niż gotowany, choć ciastu twarogowemu zostanę wierna.

Później wieś...Dziecko niestety nie załapało się na wsiowe truskawki, bo już po sezonie, a malin jeszcze nie było (rodziciele mają późną odmianę, która w sierpniu dopiero kwitnie, choć nie sprawiło to, że dziecko zrezygnowało z szukania ledwo co różowych okazów), ale dziadkowie robiąc prezent wnuczce nie oskubali jednego rzędu czarnych porzeczek.Kilka sztuk się ostało.


A po powrocie do Gdańska? Miałam do przerobienia 3 worki wiejskich jabłek starych odmian ;)
Do tego ząbkowanie sprowadziło katar, który trwał i trwał...
A tydzień temu poprowadziłam spotkanie na temat BLW w jednym z Klubów Mam :)

Było smacznie i sympatycznie i tak przyjemnie, że pomyślałam o szkole dla siebie. We wtorek się okaże czy to dla mnie ;)

wtorek, 7 sierpnia 2012

sierpniowo- urlopowo

Więc i nam udało się wyjechać. Tym razem we trójkę, a nie jak poprzednio we dwie. Choć tradycyjnie podróż pociągiem odbyłyśmy same.
Najpierw na chwilę do rodziców, teraz jesteśmy u teściowej, później znów do rodziców, a na końcu już bez ślubnego wybieramy się w "naszą" dzicz.
W Toruniu po Mszy
A to już na wsi u drugiej babci. Szkoda, że truskawki już się skończyły ale same krzaczki bardzo się podobały
Powiem wam, że dziwne ze mnie stworzenie. Strasznie mi się nudzi, ba nawet nie mam weny na czytanie...
Może więcej chęci i siły będzie w dziczy... Na pewno chcemy wrócić koło 16 na końcówkę Jarmarku Dominikańskiego. Mam ochotę na kwas chlebowy :D

wtorek, 5 czerwca 2012

ogród zoobotaniczny w Toruniu

Czas wrócić do naszego wyjazdu do Torunia.
Przyjechałyśmy do Torunia we wtorek popołudniu, środa była na oddech i wypad na Stare Miasto po pieluchy do Rossmanna i mini rajd po sklepach a w czwartek...
W czwartek byłyśmy z Agnieszką (moją kuzynką) w ogrodzie zoobotanicznym. Łucja już jest dużą panną i jest wiele rzeczy, które ją interesują i zająć na jakiś czas potrafią. I jaką "rzeczą" są ptaki stąd mój wybór padł na toruński ogród gdzie, jak pamiętałam jeszcze ze swoich wypraw, była całkiem ładna ptaszarnia.
Wejście do ogrodu wygląda tak jak kiedyś: masywna brama i ciąg schodów w dół. Ale wnętrze to zmieniło się niesamowicie. Za moich czasów (ale to brzmi ;) )klatki były malutkie, zwierząt było mniej i inne i nie trwały prace remontowe ;) Po prostu był to ogród botaniczny z dodatkiem zoo. Teraz zdecydowanie proporcje się zmieniły.
Mała była zauroczona nie mniej jak jej mama. Polecam wszystkim rodzicom, którzy nie mają pomysłu na spędzenie czasu. Pamiętam jak ze swoją mamą chodziłam do ogrodu 4 razy w roku, żeby zobaczyć jak wszystko się zmienia.
Wiosna jest znakomitym czasem na odwiedzenie takiego miejsca. Wiele zwierząt miało młode. Mój zachwyt wywołały małpki, które były naprawdę niewielkie. (Niestety młodych nie udało się uchwycić.)




Ulubioną atrakcją dzieci były kozy. Nie dość, że młode miały za nic ogrodzenie i biegały wokół luzem to dorosłe sztuki były właśnie kotne i aż mi brzuchy skakały :)



Ale to nie wszystko. Były surykatki, sowy, puchacze, gęsi, pawie, niedźwiedzie, rysie, emu, kangury, muflony, żubry i inne zwierzęta.




Oczywiście musiałyśmy wejść też do ptaszarni.



Podsumowując?
Warto pokazywać dzieciom przyrodę. Czy to będą kwitnące kwiaty i krzewy czy ptaki i zwierzęta. Roczne dziecko jak najbardziej to zainteresuje, ale warunek jest jeden. Muszą być one możliwie jak najbliżej (niedźwiedź w drugim końcu wielkiego wybiegu czy bocian w odległości 15 metrów jest po prostu niewidoczny).

Teraz czekamy na ładną pogodę, żeby odwiedzić zoo w Oliwie :)

środa, 23 maja 2012

jak na wakacje to tylko.... POCIĄGIEM

A właśnie, że tak. PKP najlepszym przyjacielem Matki i Dziecka. Wiem, że wiele osób narzeka a to na opóźnienia, a to na tragiczne warunki, ale ja jestem albo szczęściarą, albo mam tak małe wymagania ;)
Do Rodziców do Torunia jechałam z Lutką pociągiem. I nie jakimś wypasionym Intercity czy TLK, ale najzwyklejszymi osobówkami Przewozów Regionalnych. Czemu tak? Ano temu, że w osobowym jest miejsce na przespacerowanie się i nadal ma się swój bagaż na oku i nie czarujmy, ale w grę wchodzi też atrakcyjna cena i czas przejazdu, a tu wszystko przemawia za pociągiem osobowym, który o dziwo jedzie tyle samo lub niewiele dłużej co pociąg pospieszny. A cena? Bez zniżek TLK to koszt 46 zł. Osobowy to 30 zł lub 28 zł (w zależności czy jedzie się przez Bydgoszcz czy przez Malbork), a po przyznaniu jakichś tajemniczych zniżek zapłaciłam przez Malbork niespełna 20 zł, a przez Bydgoszcz 22 zł. Przesiadka może wydać się męcząca, ale kto choć raz jechał przez Bydgoszcz wie, że mniej czasu zajmie zmienienie pociągu niż lokomotywy ;) No i osobowy zawiezie mnie na drugą stronę mostu oszczędzając mi wątpliwą przyjemność stania w kilometrowym korku, który ani myśli ruszyć się choćby o kilka metrów w rozgrzanym i wypełnionym po brzegi autobusie linii 22 ;) Dzięki temu spacerkiem do rodziców miałam raptem 10 minut drogi do dworca Wschodniego.
Kiedy nie ma się samochodu i dziecko nie jest zwyczaje do podróży w foteliku, kiedy dziecko jest już jak perpetum mobile i koniecznie musi się pokręcić, poskakać, pochodzić, czworakować ect. i w żadnym wypadku nie chce zasnąć w ciągu dnia nie mówiąc już o zezwoleniu na zniewolenie na czas dłuższy niż 30 minut, pociąg jest wspaniałym wyjściem.
Nasza podróż przebiegła bez większych sensacji. Nie licząc tego, że kiedy weszłyśmy do pociągu Młoda dostała takiej głupawki, że przez 40 minut skakała, a jak padła to na śpiocha musiałam z nią wysiadać z pociągu. Na szczęście zawsze ktoś miły pomógł z bagażem (tu nieoceniona okazała się być moja torba na kółkach), bo dziecko rzecz jasna w chuście zawsze było przy mnie.
Oczywiście zdjęć narobiłam dopiero w drodze powrotnej, bo jakoś wcześniej się nie złożyło, ale za to ilością nadrobiłam.



















I kiedy tak siedziałam przyklejona do szyby i napawałam się widokami stwierdziłam, że Polska to jednak piękny kraj ;)
Ps. Jak się dobrze przypatrzycie na ostatnich zdjęciach dostrzeżecie farmę wiatraków. Chyba największa jaką widziałam a znajdowała się w okolicach Pelplina.