niedziela, 23 lutego 2014

"Posłuchajcie, oto bajka"

Nie. Nie będzie o Pchle Szachrajce choć rytm tego niewielkiego fragmentu jest ten sam i autor także :)
Jan Brzechwa pisał piękne utwory dla najmłodszych. Oprócz dzieł własnych twórca ten pochylił się również nad klasykami. Dlaczego warto o nich wspomnieć? Z kilku powodów.

1. Wychowałam się na nich


Kto z Was pamięta analogi? Oprócz nagrań piosenek Ireny Santor, Anny German, Anny Jantar, ballad gitarowych Bułata Okudżawy rodzice mieli sporą kolekcję słuchowisk dla dzieci. Cudne to były wieczory z bajką do poduszki w wykonaniu takich polskich sław jak Ireny Kwiatkowskiej, Emiliana Kamińskiego, Barbary Kraftówny i wielu, wielu innych.
Można nabyć wiele słuchowisk na płytach cd jako "Bajki Grajki".

2. Zakończenia Klasyków

Czy jako rodzice zastanawiacie się czasem jak dziecko zareaguje gdy na dobranoc usłyszy, że Baba Jaga chciała zjeść Jasia i Małgosie, które to zostały wygnane z domu przez złą macochę? Albo że siostry Kopciuszka są tak łase na koronę, że pozbawiają się palców i pięty? Niby się o tym nie pamięta, ale... koleżanki córeczka bardzo rozpaczała nad losem wilka w Czerwonym Kapturku.
Teraz Luśka wchodzi w etap "boję się", nawet tej czarownicy, która czarownicą nie była, a gdyby takowa skończyła w piecu? Nocka z głowy.

3. Po prostu są świetne

Z córą śpiewamy piosenki z "Czerwonego Kapturka", chodzimy i odpowiadamy sobie całymi fragmentami. Czasem na jakieś niby banalne pytanie dostaję iście niebanalną odpowiedź :) Nie mówiąc już o tym, że teraz kiedy dostała od babci pacynki na paluszki sama odgrywa scenki z bajek.

Wydawnictwo Siedmioróg podjęło się powtórnego wydania tej pozycji. Nowy ilustrator, nowy format i... Niestety wg. mnie totalny niewypał. Ilustracje nie urzekają, są pstrokate, a tekst ginie śród nich. Jako, że dla nas to raczej pozycja do poduszki (szczególnie "Kopciuszek") przy lampce nocnej nie dało się jej czytać.
Zaczęły się, więc poszukiwania starocia i mamy :) Udało się dostać książkę w całkiem niezłym stanie na portalu aukcyjnym.








piątek, 14 lutego 2014

Pelne babeczki

To juz druga proba i rownie udana co pierwsza  tym razem spisane proporcje z niewielkimi modyfikacjami- zamiast mleka-sok, maslo zastapione oliwa i rezygnacja z cukru, bo sok solidny-domowy wystarczajaco slodki.
Babeczki cudnie chrupiace, malo slodkie i jakby zastapic sok slodzony takim wyciskanym ze slodkich jablek, albo doslodzic wersje mleczna stewia, melasa czy czym tam sie jeszcze slodzi to wyszlaby wetsja iscie dietetyczna.
Smacznego!

Suche skladniki
1 szkl. Maki pszennej z pelnego przemialu
1 szkl. Platkow (mix pszenne, zytnie, jeczmienne i owsiane)
1 lyzeczka proszku do pieczenia
0,5 szkl. Porzeczek czerwonych

Mokre skladniki
1 szkl. Soku z czerwonych porzeczek
1/4 szkl. Oliwy
1 duze jajko lub 2 male

Wymieszac osobno skladniki mokre i suche. Do suchych wlac mokre. Wymieszac.
Przelac do silikonowej formy do mufinek (posmarowanej tluszczem i wysypanej  otrebami) lub do zwyklej z papilotkami. Piec w rozgrzanym do 180 st piekarniku ok 20-25 min.

Pierwsza wersja tych babeczek byla na mleku- zamiast soku, ze stopionym maslem-zamiast oleju a do suchych skladnikow dosypalam 1/3- 1/2 szkl. cukru. Rownie smaczne choc troche slodsze.
Owoce mozna dac dowolne. Porzeczki akurat mialam w zamrazalniku ale z suszonymi wyszlyby rownie dobre choc nie tak wilgotne :)

czwartek, 23 stycznia 2014

Baton musli

Szukałam czegoś slodkiego,  energetycznego i co najważniejsze czegoś co nie sprawi, że cukier spanie tak szybko jak skoczył. Od jakiegos czasu kupuję batony i batoniki i dopakowuje do torby szpitalnej. Oczywiście oprócz tych czekoladowych znalazły się moje ukochane sezamki- z Lidla na miodzie, ale pomyślałam,  że baton musli bedzie dobrym wyborem. 
Kupiłam dwa upewniając się, że nie ma banana i jeden zjadłam. .. bleh. .. Słodkie,  klejące i wywołało tylko zgagę. Zaczęłam szukać różnych przepisów w sieci,  zrobiłam przegląd szafek i wyczarowałam sporą porcję batoników.
Nie będzie to typowy przepis, bo proporcje były bardzo na oko. Kluczowa kwestia to substancja wiążąca.  Przepisy były różne. Postawiłam na słodzone mleko kondensowane. Problem pojawił się gdy okazało się ze suchych składników dalam więcej niż było mleka ;)
Na szczęście w szafce mialam konfiturę malinową która do słodkich nie należała.

Składniki, czyli co wrzuciłam do miski:
Suche
.
Płatki owsiane górskie
Resztę miksu  płatków zbożowych (jęczmienne, żytnie, orkiszowe, jaglane)
Wiórki kokosowe
Siemię lniane
Sezam
Ziarno słonecznika
Suszone jabłka,  które zostały z zapasów po gotowaniu kompotu z suszu
Orzechy włoskie
Orzechy nerkowca
Rodzynki
Żurawina
Morele suszone
Szuszone wiśnie
.
Mokre/do podgrzania
.
Puszka słodzonego mleka kondensowanego
Słoik konfitury malinowej
2 łyżki miodu
2 łyżki cukru brązowego
2 łyżki masła

Całość wymieszać,  wyłożyć na blachę z papierem do pieczenia (polecam posmarować olejem żeby latwiej sie odklejało) i piec 40 do 60 min.w 130 st.

Moje wnioski?  Konieczny cukier, który zwiąże- może to być ten z mleka słodzonego,  karmelu, czy konfitury. Myślałam że bedzie bardzo słodkie.  Nie jest ;)
Czyście szafki,  dajcie się ponieść fantazji :)
Smacznego

środa, 1 stycznia 2014

Dieta w ciąży cz.1 czyli co jeść

     Prawda jest taka, że postów, artykułów i książek na ten temat czy nawet broszurek dorzucanych dla paczek rozdawanych ciężarówkom nie idzie zliczyć. Wszędzie przewija się jak mantra slogan, by jeść dla dwóch a nie za dwóch. Sama mądrzejsza o doświadczenia 2 ciąż tak skrajnie od siebie rożnych, lekarzy, którzy mieli zalecenia nie do spełnienia, a przede wszystkim dietetyki, która trochę zdążyłam liznąć wiem, że wiele podawanych informacji jest często nierealna do spełnienia. Są też takie, które się wzajemnie wykluczają, a kobieta, która chce naprawdę świadomie przeżyć okres ciąży, nastawiając się nie tylko na zdrowie dziecka, ale i swoje może czuć się zagubiona.
     Jak było ze mną?

czwartek, 12 grudnia 2013

Szkola rodzenia- warto?

Może ktoś uzna, że szkoła rodzenia to jakaś moda. Wymysł mający na celu wyciągnięcie z przerażonych nową rolą młodych rodziców oczekujących dziecka kolejnych pięniedzy (,których w tym okresie idzie naprawdę ogromna ilość). Luksusem, który konieczny nie jest, bo przecież kobiety rodziły, rodzą i rodzić będą i nic tego nie zmieni, a skoro inne sobie radziły, to dlaczego nie ja. W pierwszej ciąży nie mogliśmy uczestniczyć w zajęciach. Zresztą moje podejście do szkoły może częściowo było takie jak opisane powyżej? Może za dużo naczytałam się od koleżanek, które urodziły dobrze, a do takowej nie uczęszczały?

wtorek, 26 listopada 2013

Koniec listopada- szykujemy się na roraty

Nie wiem w co ma włożyć ręce. Dużo tego wszystkiego się narobiło, a kondycja już nie ta.
Szkoła 3 razy w tygodniu co tydzień, raz w tygodniu Klub Mam, raz basen dziecka, między to wszystko poutykane zajęcia ze szkoły rodzenia i ostatnie spotkania z narzeczonymi.
A przecież zaraz zaczyna się adwent! To już, ostatnie dni, ostatnie przygotowania do pierwszej niedzieli. Przed tym jeszcze urodziny męża... Ufff.
W ramach chwilowego relaksu zrobiłam dziecku lampion. Z całego serca chcę chodzić na roraty. Niestety albo i stety są u nas o godzinie 6.30, Mąż wychodzi o 7 więc nie ma opcji pójścia na nie bez dziecka. Kolorowy świecący lampion ma być motywacją ;)
Najpierw wyszukiwanie pomysłu. Najprostszy okazał się najlepszy więc zaczęłam mierzyć, liczyć i rysować. Kilka lat temu kupiłam karton modelarski- nie pamiętam już nawet na co ;)
Okazał się być idealny do tego celu.

 

niedziela, 17 listopada 2013

Gramy na GRAMY

Udało się. Myślałam, że tegoroczne GRAMY będzie poza moim zasięgiem, ale nie. Na ostatnie dwie godziny udało się dojechać do Centrum Wystawienniczo-Kongresowego AMBEREXPO na Trójmiejskie Spotkania z Grami Planszowymi. Akurat na tyle wcześnie, żeby była godzina do zdobycia obiegówki i wzięcia udziału w losowaniu ciekawych nagród.
Pierwszym stoiskiem jakie przyciągnęło Dziecko było to ustawione przez TACTIC. Nigdy nie przemawiały do mnie Angry Birds. Ani na telefon, ani tym bardziej jako plastikowe beleczki z ptaszkami i świniami. Mało jakie plastikowe gry są godne polecenia... Ale gdy zobaczyłam Angry Birds Action Game po prostu się zakochałam! Zresztą jak można inaczej?

środa, 13 listopada 2013

gołąbki bez zawijania z jarmużem

To był ostatni dzwonek. Monika podzieliła się ze mną swoją porcją tego zielonego "czegoś".
W sieci można znaleźć tysiące inspiracji co z tym zrobić, a moja pierwsza myśl, po spróbowaniu jarmużu, bo
o nim mowa, to myśl o gołąbkach. W końcu smakuje jak kapusta, bo też kapustą jest. O jego cudownych właściwościach można napisać wiele. Ja odsyłam do artykułu na Dzieci są ważne.
Wiadomo, że ze względu na kształt liści tradycyjnego gołąbka z tego nie zwiniemy, ale przecież można zrobić takie "bez zawijania".
Moje wyglądają jak klopsiki i pływają w pomidorowym sosie.

wtorek, 12 listopada 2013

Przepis na moje naleśniki idealne

Przyznaję się bez bicia. Nie potrafię robić naleśników na oko. Po prostu mi nie wychodzą, pierwszy się zawsze przykleja, są za grube, albo wręcz za cieńkie i do niczego się nie nadają. Kiedys w poszukiwaniu idealnych naleśników przekopałam spory kawałek Internetu, ale i tak musiałam zrobić z tego własny zbitek. Teraz kartkę mam przyczepioną pinezką do tablicy w kuchni, żeby nie szukać :)
Przepis podaję odmierzając miarkami 100 ml z IKEA- o takimi:
źródło: www.kea.pl
Jeśli takich nie macie, to jedna miarka odpowiada połowie szklanki 200 ml


poniedziałek, 11 listopada 2013

jesienna Zatoka

Święto Niepodległości uczciłyśmy wyprawą nad Zatokę. Od dłuższego czasu miałam ochotę na taki spacer, ale przerażała mnie wizja Wodniczka Szuwarka, w którego zawsze Dziecko zamieniało się w pobliżu wody.
Obawy jednak się nie potwierdziły. Woda kusiła, ale wilgotne były tylko czubki butów.

wtorek, 5 listopada 2013

Biblioteczny powrót

Po dłuższej przerwie odwiedziłyśmy bibliotekę. Oczywiście Mała Lama po raz kolejny musiała zostać wypożyczona, ale do kolekcji doszły takie pozycje jak "Jest tam kto?", "Gdzie idziemy?", dwie książeczki z serii o Miffi, "Miasteczko Mamoko", "Bardzo głodna gąsienica", "Pajączek"... I tylko cieszyć się trzeba, że gdańska karta biblioteczna przewiduje wypożyczenie jednocześnie 3 książek z jednej filii (łącznie 10 egzemplarzy z różnych) i że Tatuś też takową posiada :) Dzięki temu pojawiła się myśl o stworzeniu dla rodziny listy książek, które fajnie mieć w domu, które będą wartościowymi pozycjami nie tylko ze względu na treść czy ilustracje, ale i choćby ze względu na wytrzymałość materiału. Przyda się kiedy zaczną się poszukiwania prezentów na imieniny, święta czy urodziny. Bo po co dziesiąty egzemplarz baśni, który od poprzednich różni się najpewniej tylko ilustracjami i okładką?

środa, 16 października 2013

jesienne przeziębienie- wspominamy Oliwę

Trzeci dzień garujemy w domu. Nie jest łatwo tym bardziej, że w pakiecie z brakiem ruchu mamy okazjonalną gorączkę i nocne płaczliwe pobudki. Odliczam godziny do cudowanego ozdrowienia. Narazie jedziemy domowo, czyli witamina c w kropelkach, sprej do nosa na noc, maści rozgrzewające. Nawet dziś na śniadanie ambitnie przygotowałam rozgrzewającą jaglankę ale dziecko pogardziło w momencie największego smutku i przeprosiło dopiero gdy całkowicie wystygła. Na chwilę obecną zajada żurawinę. Może cos to da. A ja? Korzystając z chwili ciszy przejżałam zdjęcia. Pierwsze jesienne zdjęcia z września. Gdy wysdrowiejemy będzie pretekst by cyknać kolejne w tych samych miejscach. Może i wiewiórka się przyrafi?

piątek, 27 września 2013

wyprawka- ubranka

Kompletując garderobę dla córki poruszałam się po omacku. Nie wiedziałam co się nada a co nie, no bo skąd. W najbliższej rodzinie dzieci brak, u znajomych sytuacja podobna... Więc nie tylko nie było kogo się poradzić, ale też nie można było liczyć na spadkową czy też przechodnią wyprawkę. W całej akcji wyprawkowej skazana byłam na własne wybory, intuicję i Rodzicielkę, której wybory i gusta nie zawsze pokrywały się z moimi osobistymi. Cóż. Kiedyś były inne czasy, a w niektórych kwestiach Macierzy pozostał sentyment do starych rozwiązań.
Z pomocą i radą przyszły e-koleżanki, które rodziły w nie tak odległej przeszłości. Żeby nie zbankrutować ratowałam się lumpeksami, które zawsze i wszędzie z całego serca będę polecała jako źródło niedrogiej, a dobrej jakościowo bawełny, kupując po kilka sztuk ciuszków.
Po dwóch latach mądrzejsza o doświadczenie, wiem czego się absolutnie wystrzegać, a co jest dla noworodka ubraniowym hitem. Wprawdzie tym razem z pomocą przyszła zgromadzona po Łucji wyprawka, która jakimś cudem zawierała modele unisex i koleżanki, które obdarowały mnie nie małą ilością rzeczy po swoich dzieciach.
Wyzwanie przed jakim staję to zimowe dziecko, bo przecież córka urodziła się na początku wiosny zaraz przed Wielkanocą.
Pierwsze co zrobiłam to przebrałam ubranka po Luśce. Wygrzebałam te najbardziej uniwersalne, chowając niebieskie na dno szafy. Przy okazji wyrzuciłam to co nam się nie sprawdziło. A cóż to było?
Body na zakładkę, które lubią się rozłazić tworząc przy tym niezmiernie 'seksowny' dekolt, pajace mające tylko rozpięcie w kroku i przy szyi (skutecznie zniechęciło mnie do nich, gdy przy wypisie ze szpitala ubrałam w jeden z nich Łucję, a ona dokładnie 2 minuty po tym fakcie cała się...), sztywne spodnie, śpiochy bez zapięcia w kroczu, koszulki i inne ubrania z zapięciami na mikroguziczki i wszelkie noworodkowe ubranka mające zapięcie na plecach. Do tej pory się zastanawiam kto wpadł na tak idiotyczny pomysł projektując takie modele...
Co jest w takim razie dla mnie hitem?

czwartek, 26 września 2013

podwójna mama

Od ponad 20 tygodni jestem podwójną mamą. Mimo, że narazie widać tylko jedno dziecko- od jakiegoś czasu kiedy brzuch stał się widoczny to i to drugie jest dla innych bardziej realne, to mamą jestem od poczęcia :) . Dla mnie jako matki stało się to bardziej realne w momencie kiedy poczułam pierwsze ruchy- tak jak za pierwszym razem dziecię się nie spieszyło z tą przyjemnością. Dla taty przełomowe było usg, a dla starszej siostry? Nadal mam wrażenie, że nie bardzo rozumie w czym rzecz, mimo, że na usg tez była. Brzuch rośnie, rodzice coś tam mówią, o braciszku, ba nawet zakupili odpowiednią literaturę... Ale czekamy. Może przyjdzie ten czas kiedy coś zaskoczy? Może kiedy odwiedzimy przyjaciółkę, która jest "na terminie" i jej malutką córeczkę? Bo w końcu dziecko dzikie, nigdy noworodka nie widziało, a najmłodsze z jakim styczność była miało już pół roku i siedziało. Mam wrażenie, że kiedyś było łatwiej. Były rodziny wielopokoleniowe, dzieci rodziły się jedno po drugim, noworodek w domu to było coś naturalnego. A teraz? Niemowląt jak ze świecą szukać, nie tylko wśród rodziny ale i znajomych. A może to tylko u nas tak biednie? ;) Grunt, że z każdym następnym jest łatwiej :p

poniedziałek, 23 września 2013

wielorazówki u dwulatka

Kiedyś pisałam o tym, że używamy pieluch wielorazowych. Były to okresy bardziej wielo i mniej, ale pieluszki przewijały się przez cały okres pieluchowy. Jako mama niespełna dwu-i-pół-latki jestem już na końcowym odcinku pieluchowej drogi. Na jej początku zakładałam regularne wysadzanie, ale moje lenistwo wzięło górę i początkowe założenia spaliły na panewce. Z biegiem czasu doszłam do tego, że nie ma sensu przyspieszać pewnych rzeczy na siłę, wprowadzając niezdrową presję.
I tak nadszedł czas, że dziecko zachęcone i zapytane wyraziło chęć skorzystania z nocnika i co raz mniej pieluch było wykorzystywanych.
Mamy odpieluchowujących się dzieci wiedzą czym jest zapinanie i odpinanie po raz setny tego samego pampersa. w takich wypadkach sprawdzają się pieluchomajtki, ale cena ich jest odpowiednio wyższa nie mówiąc już o ilości chemii przy samej pupie. Wtedy pieluszki wielorazowe przychodzą z pomocą. Na chwilę obecną najlepiej sprawdzają się u nas kieszonki z wkładem z mikrofibry. Można odpinać i zapinać do woli, nić się nie roluje, a jeśli troszkę pocieknie to tragedii nie ma, a pupa nadal sucha.
Niejedna mama zada sobie pytanie, po co się bawić, czemu od razu nie postawić na majtki. Z prostego powodu- wygody, komfortu i bezpieczeństwa. Moja wygoda polega na tym, że jeśli dziecko nie dotrzyma do odpowiedniej chwili nie muszę przebierać całego, a tylko zmieniam wilgotną pieluchę. Zdecydowany plus. Komfort dziecka to fakt, że wie, że niezdążenie nie jest żadną ujmą na honorze, że pieluchę można wymienić i nie będzie żadnej tragedii. Ot zmoczona pielucha to się wymieni. Bezpieczeństwo? Brak zasikanych ubrań to brak choroby tym bardziej, że wchodzimy już w okres zimno-jesienny.
Dodatkowo wchodzi jeszcze w grę pielucha na noc, bo dziecko nie zawsze się obudzi. I tu na pomoc przyszedł


Zaproponował nam do testowania otulacz i mikropolarową wkładkę. Mój wybór padł na jeans z podwójną gumką. Pupa dwulatki już duża, a w taki otulacz z powodzeniem zmieści się pielucha flanelowa owinięta wkładką. Jestem bardzo zadowolona. Pieluszka wykonana jest bardzo dokładnie i starannie i faktycznie jest dobra na większą pupę. Podwójna gumka daje więcej miejsca na większy wkład. No i wzór jest uroczy. Sami oceńcie :)
źródło: pupus.pl
O efektach napisze już innym razem, a Was zachęcam do zajrzenia na stronę sklepu. Mają bardzo fajne promocje :)




sobota, 14 września 2013

idzie jesień-przeziebienie podejscie

Rano i wieczorem w powietrzu wyczuwa się już wilgoć. Pranie na linkach nie schnie już tak dobrze, a my z wizyty u dziadków przywieźliśmy przeziębienie. Sytuacje ratuje witamina c, babciny syrop z sosny i grzanie się w łóżku tylko ze grzanie wychodzi dziecku tylko noca. A szkoda, bo i ja chetnie dluzej bym w łóżku polezala czy to rano czy w ciagu dnia z książka w reku. Dwa chorobowe dni mialam bardzo biegajace ale od jutra czeka mnie nielada wyzwanie a mianowicie zajecie dziecka w domu na tyle skutecznie by mialo potrzebę kladzenia sie spac miedzy 20 a 21.
Macie jakis pomysl na ruchowe zajecia do domu ?

piątek, 13 września 2013

Podążać za dzieckiem

Od czasu do czasu trafi się sytuacja, która wyprowadza mnie z równowagi. Czasem jest to głupie pytanie innym razem jeszcze głupsza rada. A wszystko tyczy się dziecka, jego rozwoju, umiejętności. 

poniedziałek, 9 września 2013

kiedy kolejna ciąża?

Jakiś czas temu Matki Polki Blogerki umieściły na swoich blogach wpisy dotyczące kolejnej ciąży.
Możecie je przeczytać u Hafiji, Tekstualnej i Marysi. Nawet Elenka też o tym jakiś czas temu pisała.
Dziewczyny wypisywały plusy i minusy drugiej ciąży, swoje przemyślenia, odczucia, wspomnienia z poprzedniej, ale to co mnie najbardziej uderzyło to powód dla którego to napisały. Powodem nie był błogosławiony stan którejś z nich. Każda co najmniej raz spotkała się z pytaniem o kolejne dziecko. Dla wyjaśnienia synek Hafiji jest tylko miesiąc starszy od mojej córki, córka Tekstualnej ma dopiero 6 miesięcy, Marysi rok, a Demolka Elenki trochę ponad 1,5 roku. Przecież to jeszcze skrzaty ;)
Może jestem naiwna, ale zawsze myślałam, że dzieci są tylko i wyłącznie sprawą rodziców, powołujących je na świat ;) Przez tyle czasu chyba nikt nie zadał mi pytania w kontekście, że to już najwyższy czas na kolejne, bo pieluchy, różnica wieku i takie tam. Co więcej takie pytania uważam za nietaktowne. Jeżeli się już pojawiało, było ono co najwyżej kierowane życzliwą ciekawością w kontekście czy planujemy KIEDYŚ jeszcze dzieci.
A czy planujemy? A i owszem. I było to wiadome od dawna zanim jeszcze zdecydowaliśmy się na to pierwsze. Wiadome, że na jednym nie poprzestaniemy. Czy też robiłam sobie takie listy jak dziewczyny? Jeżeli już to te na minus niż plus ;)
Ciążę mimo, że była "bezproblemowa" znosiłam bardzo źle. Miałam większość objawów począwszy od mdłości i wymiotów, uderzeń gorąca, migren, senności, zatrzymywania wody w organizmie z jednoczesnym nawiedzaniem ubikacji co 5 minut i jeszcze kilka by się uzbierało. Poród też nie należał do najpiękniejszych przeżyć, a i już z dzieckiem przy piersi tak różowo i łatwo nie było. Mimo, że nikt nie pytał, przez rok na myśl o ciąży wzdrygałam się. Po 1,5 roku powoli kiełkowała TA myśl.
I nadszedł czas, który Tekstualna podsumowała takim zdaniem:

"Jestem przekonana, że gdy mi się ,,zachce'' siostry lub brata dla Iny, to żadne przeciw nie będą brane pod uwagę. Jestem zdania, że zawsze można sobie poradzić, no i oczywiście, że chcieć to móc :PPP"

Ja bym określiłabym ten odpowiedni moment chwilą kiedy argumenty za będą silniejsze niż te przeciw ;)

niedziela, 8 września 2013

Chwila na łonie natury część 1 -Kaszuby 2013

Prawdziwych wakacji nie było, bo nie było urlopu. Mąż tradycyjnie w pracy, a i ja wieczorami pracowałam z parami. Ale od 3 lat moi rodzice są szczęśliwymi właścicielami działki w sercu Kaszub. Dzięki temu nie mamy do nich 200 km, a raptem 100 i świeże powietrze, i prawdziwą naturę :)
W tym roku takie wakacje zostały rozbite na trzy weekendy lipca i sierpnia. I jak się pozbiera te trzy wyjazdy w jedną całość, to już daje nam solidy wakacyjny zastrzyk wypoczynku ;)
Atrakcji było sporo, choć zdjęć niewiele. Była okazja do kąpieli w jeziorze, zbierania malin, ba nawet jagód (ostało się kilka krzaczków w lesie), grzybobrania, wspinaczka na wieżę widokową, łowienie ryb, ba nawet wizyta w Bytowie...
I trochę zdjęć, reszta będzie innym razem jak uda mi się odkopać swoje telefoniczne zbiory.

Wyjazd pierwszy
Impreza w Bytowie z okazji święta leśnictwa.

piątek, 9 sierpnia 2013

Podsumowanie wakacji w Kowalach

Nasze wakacje w Klubie Mamy i Taty w Kowalach trwał tydzień.
Pod względem dojazdów trochę męczący to tydzień, ale jeśli chodzi o satysfakcję to nie mogę złego słowa napisać :)
Nie tylko dla mniej, jako prowadzącej- miała fantastyczna pomoc i aż chciało się piec do 1 w nocy babeczki widząc tą chęć do pracy i zapał (choć czasami słomiany ;) ).

Poniedziałek:
Wysiewamy rzodkiewkę na kiełki